Kilka
następnych postów poświęcę Ukrainie. Już od dłuższego czasu zastanawiałam się
nad wizytą w tym kraju, więc kiedy pojawiła się okazja wyjazdu, skrzętnie z
niej skorzystałam. Zwłaszcza że w programie pobytu były odwiedziny w Przemyślanach
(obecnie Peremyszlany), z których pochodziła moja mamusia. Sporo osób, które
usłyszały, że tam się wybieram, nie ukrywało zdziwienia i zaniepokojenia. –
Przecież tam jest wojna, nie boisz się? – słyszałam. Walki na Ukrainie
faktycznie są, ale we wschodniej części, a jak się okazało zachodnia Ukraina
jest spokojna i w miarę bezpieczna.
| Panorama Lwowa z Zamkowego Wzgórza |
Co mnie
zaskoczyło w tym kraju? Jest czysto. W rowach nie leżą śmieci, w miastach i
wioskach też ich nie ma. Miejscowi potrafią zwrócić uwagę osobie, której zdarzy
się wyrzucić np. papierek czy niedopałek na ziemię (byłam świadkiem takiej
scenki – upomniany się nie oburzył, tylko grzecznie wrzucił papierek do kosza).
Inna rzecz to ochrona środowiska. Z tym to jeszcze długo będą do tyłu.
Jeździłam
głównie po Podolu. Wsi nie widać. One oczywiście są, ale położone w dolinkach
pojawiają się dopiero, gdy się do nich dojeżdża. I Ukraina jest rzeczywiście
zielona. Oprócz dużych miast, gdzie w centrach jest stosunkowo mało zieleni, w
małych miejscowościach praktycznie przy każdym domu jednorodzinnym (a jest ich
bardzo dużo) jest ogród, w którym rosną drzewa owocowe (jabłonie, śliwy,
wiśnie) oraz uprawiane są buraki, fasola, kapusta, ogórki i dynie. Bardzo dużo
pól leży odłogiem. Na polach pracuje zwykle sprzęt, jaki w Polsce spotyka się
już dość rzadko. Nowoczesnych kombajnów było jak na lekarstwo. Natomiast bardzo
często spotykało się wozy ciągnięte przez konie. Niezwykły widok sprawiały też
samochody z instalacją gazową – butle (takie jak u nas są np. do acetylenu)
zamontowane były często na samochodach.
| Widok na dolinę Dniestru w pobliżu Halicza |
| Podole, a właściwie Gołogóry w pobliżu Przemyślan |
W
zachodniej Ukrainie bez problemu można się porozumieć po polsku. Większość
tubylców rozumie ten język. Z rosyjskim jest trochę gorzej, ale odniosłam
wrażenie, że niektórzy udają, że nie rozumieją rosyjskiego. Sam ukraiński
przypomina rosyjski pomieszany z czeskim i polskim (to oczywiście moje
wrażenie). Ogólnie miejscowi są raczej pozytywnie nastawieni do Polaków (fakt,
że nie natrafiłam na tamtejszych narodowców).
| Takie domki z ogródkami to na zachodniej Ukrainie standard. Te są jeszcze spore, bywają też całkiem malutkie |
Ciekawie
wyglądają cerkwie, które stawiają tam dosłownie wszędzie. Nieważne, że w danej
miejscowości jest piękna zabytkowa cerkiew. Obok niej najczęściej stoi już
nowa, większa i z kopułami w kolorze srebrnym lub złotym. Bardzo nas
zastanawiało, dlaczego te kopuły się tak silnie błyszczą. Widać je było z
daleka. Okazuje się, że pokrywane są specjalnie galwanizowanymi blachami, które
mają w takim stanie wytrzymać wiele lat. Poza tym to pokrycie jest bardzo
tanie.
| Na Ukrainie takich cerkwi z błyszczącymi z daleka, srebrnymi lub złotymi kopułami jest mnóstwo |
Co mi się
na Ukrainie nie podobało? Kult Bandery i banderowców. Praktycznie w każdej
miejscowości jest jak nie pomnik, to co najmniej tablica poświęcona temu
człowiekowi. Oprócz obowiązkowe są pomniki Tarasa Szewczenki i Iwana Franka. To
jest takie szukanie „na siłę” narodowych bohaterów. Ukraińcy usiłują też
napisać historię „po nowemu”. Przewodnicy ukraińscy mówią wyłącznie o zasługach Ukraińców (?). Nie ważne jest dla nich to, że to Polacy, Żydzi, Niemcy czy Rosjanie budowali tamtejsze miasta. O nich się po prostu nie mówi. Nie zdziwię się, jak nagle się dowiem, że np.
Kopernik był Ukraińcem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz